ROZDZIAŁ XI

"Postanowienia"

     Rozmyślał nad tym, co począć dalej. Zabicie Kabuto było w tym momencie jego priorytetem, jednak co dalej? Już miał porzucić pomysł zbierania wszystkich bestii i rzucania na wszystkich jutsu. W końcu było mu tak dobrze, żył beztrosko niczym się nie przejmując z ukochaną osobą u boku. To ona go do tego namówiła. "Możesz zdobyć świat, lecz to będzie tylko świat" mawiała. Jednak gdy zaczął wierzyć, że świat stał się dobrym miejscem, że pokoju nie trzeba mu zarzucać, wtem stało się to. Porwanie Betsy, masowe gwałty na niej i pobicia doprowadziły do utraty dziecka. Ich wspólnego dziecka. 
Zacisnął mocno pięść.
Nie. Świat wcale nie stał się bezpieczny, przyjemny, bez skazy. Wręcz przeciwnie. Wciąż chodziło po nim całe stado potworów, które gotowe było zaatakować bezbronną zwierzynę w każdej chwili. Czy o to walczył razem z Hashiramą? Czy tego właśnie chcieli? Po to traktaty pokojowe, podział na wioski i lata porozumień? 
Przebudziła się. Zerwała się do pozycji siedzącej i natychmiastowo złapała się za głowę. Ból rozsadzał jej czaszkę od środka. Gdy tylko ustał spostrzegła, że ma na sobie bluzę Madary. Zerknęła w jego stronę, lecz twarz miał zamyśloną. Pustym wzrokiem wwiercał się w ziemię. Dopiero po chwili zorientował się, że jego ukochana jest przytomna. Uśmiechnął się smutno, łzy napłynęły mu do oczu; rzucił się na nią i przytulił mocno. Odwzajemniła jego uścisk, mimo, że bolał ją każdy mięsień w ciele. Nie mogła się dłużej powstrzymywać, zaczęła przeraźliwie krzyczeć i płakać na przemian, tuląc twarz do klatki piersiowej Uchihy. 
Trwali tak sami nie wiedzieli ile, ale była już późna noc. Betsy wstała i odeszła kilka kroków od Madary. Rozejrzała się ociężale, stała biernie wewnątrz otaczającego ją kręgu kpiny. Bo tak się właśnie czuła, jakby życie cały czas się bawiło jej niedolą. 
Wrzasnęła.
W gęstym lesie krzyk zabrzmiał bardzo głośno. Ptaki poderwały się do lotu. 
Miała wrażenie, że jedyne co pozostało z dawnej roześmianej Betsy, to pusta skorupa z bijącym ledwo sercem. Trzymała się kurczowo za brzuch, w którym do niedawna rozkwitało nowe życie. Wszystko w tym momencie sprawiło, że nagle została osiągnięta masa krytyczna. Oczekiwany moment poniżenia, upokorzenia i załamania.
Cofała się, skomląc głośno. 
Kiedy tylko zaczęła się do niego zbliżać, Madara wstał na równe nogi. Z nagim torsem czuł delikatny chłód, jednak nie zwracał na niego uwagi.
     - On nie żyje... - warknął.
     - Zabiłeś go? - szepnęła. Pokiwał twierdząco głową. - A Kabuto?
     - Nie było go już, gdy dotarłem na miejsce. Ale znajdę go... I zrobię to samo co... - nie dała mu dokończyć.
     - Nie - wtrąciła stanowczo - Razem go odnajdziemy. A potem ja go zniszczę. Sama. To musi być moja zemsta, inaczej już nigdy nie będzie dobrze. 
Zrozumiał powagę jej słów, nie dodał nic od siebie. Podszedł do niej od tyłu i przytulił, kładąc dłonie na jej brzuchu. Gdy to zrobił dziewczyna znów pękła i zaczęła płakać. Ucałował czubek jej głowy, a następnie razem ostatni raz zerknęli na pobojowisko, które powstało wskutek śmierci Orochimaru.





To tylko taki filler...
Normalny rozdział w sobotę. 
Teraz się zacznie zabawa!



4 komentarze

  1. Aj, zaciekawiłeś mnie strasznie. Czekam na całość, zapowiada się świetnie!
    Pozdrawiam i życzę duuużo weny! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Elo! Podkradłem Ci muzykę z bloga do zwiastunu, obrazisz się? :D
    A w ogóle wreszcie na poważnie zaczyna się opowiadanie! Madara i Betsy się wkurzyli!

    OdpowiedzUsuń
  3. Powroty, wszędzie powroty. Ale to fajnie, cieszy mnie to, bo blogsfera odżywa powoli :)
    Wpadłam z ciekawości, a że ostatnio strasznie komentarzowa się stałam (jakkolwiek to nie brzmi xD), to staram się zazwyczaj, jakiś krótki komentarzyk po sobie zostawić :)
    Ogólnie jakoś nigdy nie pchałam się do czytania opowiadań innych niż te o parach kanonicznych i w ogóle. A skupiając się na tym, że piszesz o Madarze... no cóż, ta postać zawsze była mi cholernie obojętna. Jak i Akatsuki, i ta cała zgraja tych złych xD A że nigdy nie szukałam, ani nie czytałam blogów o tej tematyce, ciężko mi to do czegokolwiek porównać.
    Jednak skupiając się na odczuciach związanych z lekturą Twojego opowiadania. To jestem miło zaskoczona. Całkiem przyjemnie przedstawiasz tę historię. Raz rozdziały są dłuższe, raz krótsze dzięki czemu nie odczuwa się jakiegoś zmęczenia czytaniem. Masz taki fajny, lekki styl. Bardzo podoba mi się relacja Madary z tą jego kobietką (wybacz, zapomniałam imienia :( ).
    Jeez, czuję że napisałam dużo niepotrzebnych rzeczy xD Wybacz.
    Z chęcią przeczytam kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam
    Blue_Bell

    OdpowiedzUsuń
  4. WRÓCIŁEŚ OMG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    <3333333333333333333333333333333

    (To ja, Flawless Raikes <3 )

    OdpowiedzUsuń